POPhumanistyka | in the back row to the late night double feature picture show

Szekspir jako zwierciadło, czyli Titus Andronicus w dyskotece

Titus Andronicus

W poprzednim tekście starałem się wyjaśnić, dlaczego Tytus Andronikus jest moją ulubioną sztuką Szekspira (a film w reżyserii Julie Taymor – ulubioną adaptacją tegoż), ten zaś będzie dotyczyć wspominanej już inscenizacji Jana Klaty w Teatrze Polskim. Jego Titus Andronicus jest ciekawy, bo chociaż podąża tropem Taymor, to jednocześnie dodaje do całości pewien ważny aspekt. Łączy ich sposób potraktowania oryginalnego tekstu, ale nieco różnią wnioski, jakie nasuwają się widzowi po obejrzeniu jednej i drugiej produkcji.

Spektakl Klaty łączy z ekranizacją Taymor (a także chociażby z adaptacją Romea i Julii Luhrmanna) to, że oba wychodzą od potraktowania tekstu Szekspira jako zwierciadła odbijającego gust i smak publiki, do której był skierowany. Idąc tym śladem, oboje reżyserów dostosowuje oryginał do percepcji i oczekiwań współczesnego widza. Klata trafnie zauważa, że w czasach, kiedy już nawet postmodernizm jest przebrzmiałą formułą i kiedy wszyscy już wszystko znają i wszystko widzieli, można tylko to wszystko ze sobą wymieszać i podkręcić do granic możliwości intensywność wrażeń, jakimi bombardowany jest widz. Oryginalna szekspirowska fabuła (wyłożona zresztą w spektaklu tak, że pewnie bez jej znajomości ciężko byłoby całość przyswoić, ale czy skoro wszyscy wszystko znają, to na widowni znalazł się ktoś, kto oryginału by nie znał choćby w zarysie) włożona została w teledyskową formę, pełną dyskotekowych lub rockowych kawałków muzycznych, migających świateł, scen na pograniczu estetyki gore, scen groteskowego seksu, slapstikowego humoru i żartów ufundowanych na bazie stereotypów etnicznych. Zgodnie z postmodernistyczną logiką wszystko zostało skojarzone ze wszystkim, aby przynieść przyjemność widzowi. Równocześnie z widzem się gra, a właściwie pogrywa, aby go zaskoczyć: widać to najwyraźniej w celowo rozwleczonej do aż nieznośnej długości scenie otwierającej spektakl czy w finalnej scenie uczty, na którą każdy widz czeka z niecierpliwością, a która sposobem rozwiązania z pewnością każdego widza zaskoczy.

Spektakl dostosowuje się też do percepcji publiczności XXI wieku, ukształtowanej przez telewizję i komputer, przyzwyczajonej zatem do odbierania mnóstwa bodźców jednocześnie. Dlatego równolegle do wygłaszanych przez aktorów kwestii pojawiają się napisy w kilku językach, czasem rozmijające się zupełnie z toczonym dialogiem, czasem nakładające się na siebie, czasem wreszcie posiadające znaczącą formę typograficzną. Z kolei muzyka także często stanowi ważny element całości, odnosząc się bezpośrednio do tego, co dzieje się na scenie. I tak na przykład gdy Andronikus przygotowuje pasztety z synów Tamory, z głośników rozlega się dyskotekowy hit z 1984 roku – Slice me nice.

Jednak Titus Andronicus Klaty różni się od Tytusa Andronikusa Taymor tym, że ten pierwszy nie poprzestał tylko na uczynieniu z tekstu Szekspira lustra, w którym odbija się współczesna popkultura i współczesny widz. Polski reżyser zmusza bowiem publiczność, aby ta spojrzała w owo zwierciadło i zobaczyła tam dość paskudną gębę. Gębę, która śmieje się z najbardziej prymitywnych żartów z cudzoziemców czy z najbardziej prostackich stereotypów etnicznych. Gębę, która rechocze w trakcie sceny gwałtu celowo zrealizowanej tak, aby przerażające, naturalistyczne niemal obrazy sąsiadowały z niemal slapstikowym humorem. Wreszcie gębę, która w niemym zachwycie chłonie kolejne sceny festiwalu okropności, oczekując jego kulminacji na wspominanej już scenie uczty, na których to oczekiwaniach sprawnie Klata sobie pogrywa.

O ile zatem film Taymor stanowi swego rodzaju afirmację współczesnej popkultury (a także popkultury doby elżbietańskiej), o tyle Titus Andronicus Klaty jest raczej diagnozą współczesności jako takiej. Nie jest bowiem zdystansowaną krytyką kultury masowej z elitarnej pozycji sztuki wysokiej, wszak sam przejmuje typową dla popkultury formę i wprowadza ją do teatru, dostarczając przyjemności właśnie widowni teatralnej. A zatem wbrew temu, co często sami o sobie sądzimy, niewiele dzieli nas, wszystkich współczesnych, w naszych fascynacjach i gustach od plebejskiej widowni XVI-wiecznego teatru. Taymor nie widzi w tym problemu, Klata – i owszem.

Write a Comment

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przeczytaj poprzedni wpis:
Najsmutniejsza opowieść o tragedii Tytusa Andronikusa

Obecność na afiszach wrocławskiego Teatru Polskiego sztuki Szekspira Titus Andronicus w reżyserii Jana Klaty przypomniała mi o tej z moich...

Zamknij
 

Essentials