POPhumanistyka | in the back row to the late night double feature picture show

W czym Jan Potocki i polska fantastyka zawinili twórcom kanonu?

Rękopis znaleziony w SaragossiePisząc o horrorze literackim czy – szerzej – w ogóle o fantastyce, często wspomina się o swego rodzaju getcie, w jakim zamknięty został ów gatunek. W Danse macabre Stephen King kilkukrotnie wspomina o dystansie, z którym traktuje literaturę grozy spora część literackiej publiki. Problem ten istnieje zatem nawet w USA, mimo że do klasyki powieści anglojęzycznej wchodzą przecież takie utwory, jak: Drakula Stockera, Frankenstein Shelley i Niezwykły przypadek doktora Jekylla i pana Hyde’a Stevensona. Horror ma więc tam poważne oparcie w tradycji literackiej, podczas gdy podobne dzieła trudno znaleźć w historii polskiej literatury. Nie jest to jednak niemożliwe, możemy się bowiem pochwalić w tej materii jednym znakomitym dziełem klasy światowej – Rękopisem znaleziony w Saragossie Jana Potockiego.

Jest pewnym paradoksem fakt, że powieść ta, jedna z najlepszych polskich powieści w ogóle, a już w szczególności powieści fantastycznych, tak naprawdę niewiele ma z Polską wspólnego. To dzieło z przełomu XVIII i XIX wieku napisano w całości po francusku, akcję umieszczono w Hiszpanii, a w różnorodnym i barwnym gronie bohaterów nie znajdziemy ani jednego Polaka. I nawet najgorętsi miłośnicy interpretacji w duchu „słoń a sprawa polska” raczej nie znajdą u Potockiego nic, coby ich uszczęśliwiło.

Po co piszę o tym, czego w powieści Potockiego nie ma? Jest to bowiem doskonały na to, że groza i fantastyka w ogóle zawsze z trudem znajdowała sobie miejsce w polskiej literaturze. W momencie, gdy na zachodzie powstaje powieść gotycka, kiedy Walpole pisze Zamczysko w Otranto, a Lewis Mnicha, w Polsce w podobnej konwencji powstaje właściwie wyłącznie Rękopis znaleziony w Saragossie. Dzieło wybitne, ale z naszym krajem łączy je tylko osoba autora, patrioty, posła na Sejm Czteroletni, który jednak z językiem polskim radził sobie niezbyt dobrze. Poza tym trudno szukać

Kto wówczas odebrał polskiej literaturze fantastykę i nie oddał jej przez kolejne stulecia? Zapewne powinność patriotyczna, która ciążyła nad kolejnymi pokoleniami twórców i która w powszechnym odbiorze nie licowała z fantastycznymi motywami. Paradoksem jest fakt, że choć zręcznie pogodził je arcypatriotyczny i na wskorś fantastyczny polski romantyzm, to jednak nie wpłynęło to na ogólną recepcję fantastyki – wciąż jest ona odbierana jako konwencja czysto rozrywkowa, nienadająca się do poruszania poważnych tematów. A przecież nie było w historii epoki literackiej, która miałaby tak silny wpływ polską kulturę i polski sposób myślenia jak romantyzm. (Dlatego właśnie „charyzmatem narodowym” nazywa go Maria Janion, utrzymując, że organizował on narodowy światopogląd właściwie aż do początku lat 90. XX w.). Ten paradoks wyjaśnia chyba tylko fakt, że polska szkoła zadbała, aby zredukować rozumienie literatury romantyzmu do kilku sztampowych fraz opartych o interpretację tekstów, których większość czytelników uważa za niezrozumiałe czy mętne.

A zatem to historia, pod której naciskiem kształtowała się literatura służebna i podporządkowana wyższym ideom, odebrała nam horror i sprawiła, że dziś jeszcze trudniej mu się przebić do głównego nurtu. Nawet o nielicznym dorobku literatury grozy lubimy zapominać, przecież Rękopis znaleziony w Saragossie, zarówno powieść, jak i doskonała ekranizacja Hasa, jest bardziej znany i popularniejszy na Zachodzie niż w Polsce. W Amerykańskich bogach Gaimana jest scena, w której dwójka bohaterów spiera się o to, czy dzieło Hasa to film polski, czy hiszpański (bo, podobnie jak tekst literacki, adaptacja odbiega od reszty ówczesnych polskich dzieł swego okresu). Dlaczego bodaj jedyne dzieło polskiego pisarza, bez żadnych wątpliwości zaliczane do arcydzieł literatury światowej, nie znalazło się w kanonie lektur choćby we fragmentach? Być może urzędnicy ministerialni sądzą, że i tak bardziej od opowieści opętanego Paszeko uczniów przerazi perspektywa przebrnięcia przez jeszcze jedną powieść Żeromskiego.

Los Rękopisu znalezionego w Saragossie jest reprezentatywny dla polskiej literatury fantastycznej, która zawsze pozostawała gdzieś na obrzeżach głównego nurtu i była traktowana z dystansem. Dystansem utrzymywanym niezależnie od tego, jaką problematykę podejmowała i jaki poziom artystyczny osiągała. O wykluczeniu decydowały więc nie kwestie merytoryczne, ale niezrozumiałe uprzedzenia i tani (ale za to jakże łatwy) snobizm. Czy powinniśmy więc domagać się wyniesienia jej na należne miejsce? Gardłować i drzeć szaty? Chyba z lepszym pożytkiem będzie po prostu sięgnąć po nią i wybrać się (po raz pierwszy lub kolejny) z Alfonsem van Worden w góry Sierra Morena.

Write a Comment

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

 

Essentials