POPhumanistyka | in the back row to the late night double feature picture show

Wszyscy jesteśmy Natankami, czyli jak polskie media tropiły Szatana

Gorgoroth

Gdy mniej więcej rok temu polski Internet odkrył księdza Natanka i solidarnie zaczął kulać się przy nim ze śmiechu, wszyscy chyba zapomnieli, że jeszcze w okolicach 2004 r. rzeczonego Natanka traktowano by dużo poważniej. Wtedy to właśnie kończyła się, trwająca przez całe lata 90., histeria, jaką Kościół w Polsce skutecznie wytworzył wokół rzekomego zagrożenia satanistycznego. Histeria, która dotyczyła nie tylko „Gościa Niedzielnego”, ale i zupełnie normalnych, mainstreamowych mediów. Przykładem na to, że jeszcze osiem lat temu cała Polska bała się, iż ją diaboł wyonacy, jest afera, która wówczas wybuchła wokół koncertu grupy Gorgoroth w Krakowie.

 

Początek farsy, czyli koncert Gorgoroth

Na początku lutego 2004 r. w studiu krakowskiego TVP zorganizowano zamknięty koncert Gorgoroth, który miał być potem wydany na DVD, dlatego też był rejestrowany przez pracowników telewizji na zlecenie organizatorów – Metal Mind Production. I to właśnie wspomniani pracownicy TVP poczuli się oburzeni oprawą całej imprezy (baranie łby wbite na pale, sztuczna krew, nadzy ludzie wiszący na krzyżach). Oburzyli się do tego stopnia, że najpierw zawiadomili policję, a potem nie szczędzili prasie opisów swoich wrażeń:

Wymalowani na trupio blado, przepasani pasami z nabojami, z odwróconymi krzyżami na piersiach zaatakowali kakofonią dźwięków. Wokalista Ghaal nosił na rękach długie, metalowe kolczatki. Ryczał teksty, wodząc nieobecnym wzrokiem po widowni, którą od sceny odgradzały zasieki z drutu kolczastego i pale z odrąbanymi głowami jagniąt. W tle majaczyły dwa duże pentagramy (symbole szatana).

– Rzygać się chciało. Trzeba jednak było zrealizować zlecenie – opowiada jeden z pracowników telewizji zatrudnionych podczas koncertu.

Kto obraził kamerzystów?

Sprawę oczywiście błyskawicznie podchwyciły media, które z lubością donosiły o „czarnej mszy”, „sabacie w telewizji” czy „satanistycznym charakterze występu”. Oburzenie działającej w TVP „Solidarności” i krakowskiego LPR-u (bo to te organy złożyły doniesienie do prokuratury) zostało nie tylko kupione przez instytucje państwowe, lecz także przez prasę i telewizję. Co ciekawe, wcale nie przodował w tym względzie „Nasz Dziennik”, bo on sprawę skomentował jednym krótkim artykułem (pamiętajmy, że 2004 r. to moment wchodzenia Polski do Unii Europejskiej, więc ND miał ważniejsze tematy – pisanie o tym, że zachodni masoni przyjdą podpalić dom). To przede wszystkim te media, które zwykliśmy nazywać głównonurtowymi (TVN, Polsat, „Gazeta Wyborcza), podchwyciły temat. I to nie podchwyciły go, aby wyśmiać wariatów, którzy tropią satanizm w oprawie zamkniętej imprezy muzycznej, wręcz przeciwnie. Katolicka narracja głosząca, że w studiu TVP na krótko objawił się Lucyper, stała się dominująca. Wystarczy obejrzeć materiały, jakie wówczas wyemitowały polskie telewizje.



O ile jeszcze nie dziwi, że Polsat w jakimś popołudniowym sensacyjnym reportażu podchwycił tę tanią sensację (bo to po pierwsze Polsat, a po drugiej – Polsat, wreszcie po trzecie – Polsat), o tyle już wydaje się, że od materiału w głównym wydaniu wieczornych „Faktów” można by wymagać czegoś więcej. Na pewno więcej niż oddania głosu wąsaczowi od „Koncert może co najmniej obrazić Polaków” czy rozpoczynania całego doniesienia od dramatycznej wstawki narracyjnej „Ci, którzy do studia weszli przypadkiem, byli przerażeni” (nie bardzo wiadomo, skąd mieli się tam wziąć przypadkiem, skoro koncert był biletowany).

W archiwum Wyborczej również znalazłem sporo krótkich notek, z których żadna nie poddawała w wątpliwość zasadności ścigania organizatorów za rzekomą obrazę uczuć religijnych czy oskarżania ich o satanizm. Wszystkie skupiają się na dociekaniu, kto zawinił, nie zastanawiając się nawet, czy tu rzeczywiście jest tu w ogóle jakakolwiek wina.

 

Jak prokurator i teolog Szatana tropili

Skoro media opuściły szańce racjonalizmu i zdrowego rozsądku, nie dziwi, że zrobiły to też państwowe instytucje. Przeciwko organizatorom wszczęto postępowanie w sprawie obrazy uczuć religijnych. Ponieważ przy koncercie musiał być obecny ktoś, czyje uczucia mogłyby zostać urażone, a publika jakoś nie kwapiła się do takich deklaracji, okazało się, że urażono uczucia religijne filmujących całą imprezę kamerzystów. (Może pracownicy telewizji też powinni mieć klauzulę sumienia? Ciekawe tylko, czy judaszowe srebrniki, jakie dostali za zlecenie, oddali na zbożny cel).

Potrzebny był jeszcze specjalista, który oceniłby, czy rzeczywiście całość mogła urazić uczucia religijne pracowników TVP. I kogoś takiego znalazł krakowski sąd – na biegłego powołany został, jakże by inaczej, teolog z Papieskiej Akademii Teologicznej. Ten zaś wydał następującą opinię:

Krzyż stanowi obiekt szczególnej czci w religii chrześcijańskiej. Powieszenie na nim nagich postaci i połączenie z satanistyczną symboliką niewątpliwie obraża uczucia chrześcijan – streściła teologiczną opinię prokurator Jolanta Kruczek z Prokuratury Rejonowej Kraków Podgórze.

Jak można było się spodziewać po teologu, przebija z tej opinii mądrość i obiektywizm, jakiego zapewne nauczył się w przeciągu wielu lat żmudnych studiów nad tym, ile diabłów zmieści się na główce od szpilki. I znowu nikt – ani prokurator, ani media – nie widzą nic niestosownego w powoływaniu biegłego, który nie ma nic wspólnego z obiektywizmem czy nauką. W tym wypadku nie może więc dziwić, że zapadł wyrok skazujący szefa Metal Mind Production na 10 tys. zł grzywny i konfiskatę nagrania, które trafiło do biblioteki UJ. Dopiero w pięć lat później w wyniku apelacji nagranie wróciło do firmy i zostało wydane na DVD.

Morał z przypowieści o Gorgoroth i polskich mediach

To właśnie się dzieje, gdy resztki racjonalizmu i krytycznego myślenia opuszczają świat. Dyskurs publiczny zostaje zawłaszczony przez religijne mambo dżambo: prokurator szuka satanizmu w takiej, a nie innej konwencji koncertu metalowego, a dziennikarz mu w tym wtóruje. Kościół katolicki w Polsce w latach 90. bardzo ostro lansował tezę, że sataniści mordujący i zjadający dziewice to realne zagrożenie, KUL publikował na ten temat nawet książki, udające bardzo uczone pozycje (jedną pod uroczym i wiele obiecującym tytułem Satanizm, rock, narkomania, seks). Jak widać, lansował ją skutecznie.

Na tyle skutecznie, że narrację tę przyjął również główny nurt. Oglądając powyższe materiały z telewizji, widzimy to wyraźnie. Charakterystyczne też, że widzimy tam księdza Bonieckiego, którego to często wyciąga się na sztandary oświeconego katolicyzmu z ludzką twarzą jako dowód na to, że w Kościele są różne nurty i prądy, także te, w którym opowiada się śmieszne anegdoty po góralsku. A jednak Boniecki również tropi satanistów i włącza się do medialnej krucjaty. To ten sam mechanizm, który w wypadku Hołowni dobrze opisał Wojtek Orliński: pod rzekomo liberalną twarzą kryje się ten sam obskurantyzm i chęć dominacji co u Rydzyka, Natanka czy Głodzia. Tyle że księdza z fajką albo młodego, modnie ubranego felietonistę mainstream kupuje łatwiej niż tamtą menażerię.

Dziś narracja o satanistycznym zagrożeniu wyczerpała się, bo prędko stała się własną parodią. Nie można liczyć na to, że na długo wmówimy całemu społeczeństwu, że pacyfka to satanistyczny symbol (takie twierdzenie pojawia się we wspomnianej książce z KUL-u), a na przystanku Woodstock jedzą ludzkie mięso. Dziś takie historie przechodzą już tylko u zdeklarowanych radykałów z okolic „Frondy” czy Natanka. Mimo to katolicyzm nie stał się bardziej racjonalny – po prostu to ta jedna narracja przestała spełniać swoją rolę. Za satanizm można przecież podstawić dowolne inne zmyślone zagrożenie: cywilizację śmierci, liberałów, feministki. Ważne jednak, aby tego typu historie w odpowiednim momencie obśmiać, a nie poddawać się im i dalej nakręcać paranoję.

Write a Comment

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przeczytaj poprzedni wpis:
Szekspir jako zwierciadło, czyli Titus Andronicus w dyskotece

W poprzednim tekście starałem się wyjaśnić, dlaczego Tytus Andronikus jest moją ulubioną sztuką Szekspira (a film w reżyserii Julie Taymor...

Zamknij
 

Essentials